O Szkole Makramy SNAGart. Kim jesteśmy?
9219
page-template,page-template-full-width,page-template-full-width-php,page,page-id-9219,theme-creator,eltd-core-1.3.1,woocommerce-no-js,creator-ver-1.10,eltd-smooth-scroll,eltd-smooth-page-transitions,eltd-mimic-ajax,eltd-grid-1200,eltd-blog-installed,eltd-default-style,eltd-fade-push-text-top,eltd-header-standard,eltd-sticky-header-on-scroll-up,eltd-default-mobile-header,eltd-sticky-up-mobile-header,eltd-menu-item-first-level-bg-color,eltd-dropdown-slide-from-bottom,eltd-light-header,wpb-js-composer js-comp-ver-6.9.0,vc_responsive
 
Węzełki mamy w genach

O szkole

Kasia Karpa, właścicielka Szkoły Makramy SNAGart
Szkoła Makramy SNAGart
Co to za miejsce?
Szkoła Makramy SNAGart to mała, rodzinna firma. Sznurki i węzły w naszym domu były zawsze. W latach 80. makramowe sowy, makatki i siatki zaplatała moja mama Ania, a w 90. ja, Katarzyna Karpa, wciągnęłam się w mulinowe bransoletki. Od 2018 roku dzielimy się wiedzą i uczymy ludzi jak pleść.
Warsztaty makramy prowadzimy w przy rozmaitych okazjach w najróżniejszych miejscach w kraju. Pleść uczymy na festynach, konferencjach, wieczorach panieńskich, w kołach gospodyń wiejskich, świetlicach, szkołach, centrach handlowych, na uczelniach i przy okazji firmowych eventów. Na naszych warsztatach – na żywo i przez internet – swoje pierwsze węzły zaplotły tysiące osób i wiele z nich na dobre wciągnęło się w makramę.
Wzory opracowane są tak, by osoba początkująca nie zniechęciła się do nauki i mogła dobrze przećwiczyć zdobywane umiejętności. Dzięki temu szybko widać efekty, a nauka staje się przyjemnością.
Jeszcze nie ma Cię z nami? Chodź! 🙂
<— fot. Karolina Wicher
SPOTKANIA

Rozmowy o makramach, węzełkach, sznurkach i życiu przy kawie, herbacie i ciastkach. To wszystko znajdziesz w pracowni SNAGart na Ursynowie

MAKRAMY

Jeden węzełek, następny, kolejne, następne rzędy, całe łańcuchy. Tak powstają makramy na ściany, domowe lampy, półki, siedziska, damskie torebki, siatki na zakupy, paski, wisiorki, bransoletki i wiele, wiele innych rzeczy.

WARSZTATY

Przy herbacie, siedząc w wielkich poduchach, fotelach i kanapach, uczysz się tworzyć piękne rzeczy. Potem wracasz do domu i dalej tworzysz. Potem wracasz i uczysz się kolejnych rzeczy.

Kasia: Węzełki mamy w genach
U Babci na Żoliborzu, w naszych wynajmowanych mieszkaniach. Na kaloryferze, koło lustra, na skrawku ściany, gdzie nic innego się nie zmieściło. Duże, białe z drewnianymi oczami, beżowe z wyplecionym dziobem, niektóre z wielkimi ślepiami z supełków – makramowe sowy były w domu zawsze. Wciąż pamiętam ich zapach i to, jak zasypiałam, patrząc właśnie na nie.

Potem dorośliśmy, babcia odeszła, ja przeprowadziłam się kilka razy. Z upływem lat straciłam z oczu wszystkie makramy, na strychu poginęły stare poradniki z rozrysowanymi węzełkami. W moim dorosłym życiu nie było już plecionek. W ogóle rękodzieło jakby znikło gdzieś za horyzontem…

Były za to różne prace, pomysły na firmę, pogoń za kasą, za wygodą, wszystkie te rzeczy, o których mówili jest ta opowieść:

Po latach przyszedł czas na duże zmiany: spotkałam mężczyznę mojego życia, zabraliśmy się za generalny remont mieszkania. I wtedy, podczas poszukiwań inspiracji w internecie, natrafiłam znów na sowy. Zaplotłam jedną. Umiałam wszystko. Potem drugą. Supełki wychodziły same. Jak to możliwe? Nie wiem. Po prostu wiedziałam, jak to robić.

Potem kilka zawieszek i pierwsza makrama ślubna. Duża, kilka dni roboty. Makramy na ścianę, takie na kijach, z frędzlami – bardzo spodobały się jako prezenty na nowe mieszkanie. A potem pojawił się pomysł, żeby odnowić piwnicę, urządzić w niej pracownię i ruszyć z warsztatami.