O pracowni – SNAGart
9219
page-template,page-template-full-width,page-template-full-width-php,page,page-id-9219,theme-creator,eltd-core-1.3.1,woocommerce-no-js,creator-ver-1.8,eltd-smooth-scroll,eltd-smooth-page-transitions,eltd-mimic-ajax,eltd-grid-1200,eltd-blog-installed,eltd-default-style,eltd-fade-push-text-top,eltd-header-standard,eltd-sticky-header-on-scroll-up,eltd-default-mobile-header,eltd-sticky-up-mobile-header,eltd-menu-item-first-level-bg-color,eltd-dropdown-slide-from-bottom,eltd-light-header,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.5,vc_responsive
 
Makrama, sznurki, wełna i dużo więcej...

O pracowni

O pracowni
Hej! Nazywam się Katarzyna Karpa i uczę, jak pleść makramy. Torebki, lustra, łapacze snów, lampiony, sówki – wszsytko to znajdziecie u mnie na warsztatach i w poradnikach.

Przez lata pracowałam jako dziennikarka, wydawca serwisów internetowych, tworzyłam programy telewizyjne, zajmowałam się social mediami. Teraz to doświadczenie przydaje mi się przy prowadzeniu pracowni SNAGart.

A jak powstała? Dowiesz się poniżej…

SPOTKANIA

Rozmowy o makramach, węzełkach, sznurkach i życiu przy kawie, herbacie i ciastkach. To wszystko znajdziesz w pracowni SNAGart na Ursynowie

MAKRAMY

Jeden węzełek, następny, kolejne, następne rzędy, całe łańcuchy. Tak powstają makramy na ściany, domowe lampy, półki, siedziska, damskie torebki, siatki na zakupy, paski, wisiorki, bransoletki i wiele, wiele innych rzeczy.

WARSZTATY

Przy herbacie, siedząc w wielkich poduchach, fotelach i kanapach, uczysz się tworzyć piękne rzeczy. Potem wracasz do domu i dalej tworzysz. Potem wracasz i uczysz się kolejnych rzeczy.

Węzełki mamy w genach
U Babci na Żoliborzu, w naszych wynajmowanych mieszkaniach. Na kaloryferze, koło lustra, na skrawku ściany, gdzie nic innego się nie zmieściło. Duże, białe z drewnianymi oczami, beżowe z wyplecionym dziobem, niektóre z wielkimi ślepiami z supełków – makramowe sowy były w domu zawsze. Wciąż pamiętam ich zapach i to, jak zasypiałam, patrząc właśnie na nie.

Potem dorośliśmy, babcia odeszła, ja przeprowadziłam się kilka razy. Z upływem lat straciłam z oczu wszystkie makramy, na strychu poginęły stare poradniki z rozrysowanymi węzełkami. W moim dorosłym życiu nie było już makram.

Były za to różne prace, pomysły na firmę, pogoń za kasą, za wygodą, wszystkie te rzeczy, o których mówili studenci Allanowi Wattsowi w tej opowieści

Po latach przyszedł czas na duże zmiany: generalny remont w mieszkaniu. I wtedy, podczas poszukiwań inspiracji w internecie, natrafiłam znów na sowy. I zaplotłam jedną. Umiałam wszystko. Potem drugą. Supełki wychodziły same.

Potem kilka zawieszek i pierwsza makrama ślubna. Duża, kilka dni roboty. Makramy na ścianę, takie trójkątne, z frędzlami, bardzo spodobały się jako prezenty na nowe mieszkanie. A potem pojawił się pomysł, żeby odnowić piwnicę, urządzić w niej pracownię i ruszyć z warsztatami. Resztę już znacie 😀